Ogarniasz piątkę a ja z jednym nie daję rady. Czyli jak być rodzicem i nie zwariować.

Z uśmiechem wstaję rano i zamiast do łazienki idę do zaspanego płaczącego Ryśka i kładę się obok niego. Taki typ. Musi rano swoje się naprzytulać zanim wstanie.

Tuląc młodego, instruuuję starszaki, jak zrobić jajecznicę na boczku.

Chwilę później widzę błagalne spojrzenie Piotrka, który marzy o śniadaniu, bo wstał już dawno temu i ogarnął milion spraw, w tym otworzył kury, porobił trochę remontu i popracował na komputerze.

Nasze spojrzenia się spotykają.

” Kawy”

Czytamy w swoich oczach.

Wstaję więc i jednym ruchem nogi odgarniam stretę zabawek, tak by dostać się chociaż do łazienki.

Ryś zaspany oczywiście idzie ze mną.

Poranna rutyna pielęgnacyjna to dwie sekundy dla twarzy , 2 minuty dla zębów, siusiu i do dzieła.

W kuchni katastrofa, jajecznica w prawdzie zrobiona( brawo chłopaki! Zawołajcie tatę, będzie zachwycony) ale od razu wchodzę jedną stopą w rozbite jajko , a drugą depczę pomidorka koktajlowego.

„Posprzątajcie to natychmiast bo będzie zakaz robienia sobie posiłków!” – krzyczę i idę przygotować kawę.

Namierza mnie Kaziu- mamoo mogę z Tobą? –

Nie mam więc wyjścia. Działamy wspólnie. Młynek, ziarna, kawiarka….

Mieszanka wybuchowa, ale taki jest koszt macierzyństwa i świeżej ciepłej kawy.

Pięc minut póżniej stoję zadowolona z filiżanką kawy w ręku. ( ale wśród ziarenek tejże wkoło i z rozlanym na blacie mlekiem )

Jest super. Mam takie samodzielne dzieci. Pomagają we wszystkim!

Muszę im tylko podać mleko, znaleźć płatki, pokroić ogórka, szybko przynieść nowe ręczniki papierowe, bo ktoś właśnie coś wylał. Acha! I umyć podłogę, bo ręczniki papierowe nie pomogły jednak za wiele , a w kuchni i tak mam esy floresy z rozbitego jajka, pomieszane ze zmieloną przez Kazia kawą.

Podłoga umyta, ale wlatuje kura i……

Na szczęście tym razem nie zrobiła kupy na posadzce!

Uff to będzie dobry dzień.

JAK TY TO ROBISZ?

To chyba najczęstsze pytanie, jakie dostaję.

Jak ja to robię, że nie wpadam w panikę, jak wszystkie dzieci płaczą?

Jak ja to robię, że potrafię położyć ich spać i zarówno oni, jak i ja przezywamy ten ” gorący czas”?

Jak ja to robię, że się nie frustruje, nie przejmuję bałaganem, mam cierpliwość i w ogóle?

No właśnie- jak?

Kochani!

Ja się tego uczę od 11 lat!

Gdy ktoś szkoli się w danym fachu 11 lat jest specjalistą.

Nie ważne, czy to marketingowiec, czy budowlaniec, czy gość od IT, babeczka od PR w korporacji, lekarka, dentysta, ktokolwiek.

Nie dziwi nas , że po 11 latach ktoś jest świetny w swoim zawodzie- bo wiadomo, się szkoli, ma doświadczenie, lata praktyki, przeczytane książki itp, itd.

A gdy jakaś mama , taka wiecie – nastawiona na macierzyństwo- jest niezła w tym co robi- to jesteśmy w szoku.

Dzieje się tak , ponieważ wszyscy wkoło twierdzą, że :

  • Po pierwsze bycie rodzicem to normalna sprawa wpisana w geny
  • Kobieta, która ma dzieci, po prostu je wychowuje- nic wielkiego- plus trochę sprzątania i prania.
  • Praca zawodowa wymaga poszerzania kompetencji, a ” siedzenie w domu” tego nie wymaga.

Prawda jest totalnie inna.

Gdy zostałam mamą po raz pierwszy , może i miałam studia pedagogiczne w zanadrzu, może i miałam wielką chęć posiadania rodziny i dzieci, ale byłą teoretykiem. Co innego czytać o kolkach a co innego trzymać na ręce płaczące dziecko, któremu tylko włączona suszarka pomaga.

Ile ja się naprzeklinałam, ile razy się zarzekałam, że nie będzie więcej dzieci!

Miliony razy puszczały mi nerwy ” z byle powodu”, bo byłam zmęczona i za wiele dni spędzałam non stop z dziećmi.

Przerobiłam na sobie tysiące nieprzespanych nocy, dlatego teraz wstaję bez problemu po kilka razy.

Zanim nauczyłam się tak po prostu stać nad płaczącym Ryśkiem w alejce sklepowej, zaliczyłam wieeele, wieeele takich akcji z jego młodszym rodzeństwem. I dopiero ” przy którymś tam dziecku” wyluzowałam.

Nie dostałam 5 dzieci na raz, ale powoli ta liczba się zwiekszała, zwiększały się też moje komoetencje. Moja cierpliwość wzrastała, bo wiem już teraz, że to OCZYWISTE , że dzieci rozlewają zupę, płaczą , i chcą same sobie robić kanapki ( tłukąc przy tym oczywiście te najładniejsze talerzyki)

Gdy ostatnio Kaziu zbił moją ukochaną cukierniczkę z Bolesławca powiedziałam do niego( widząc jak bardzo go to załamało): Ojj nie płacz, i tak chciałam sobie kupić nową więc nawet dobrze się stało”. Do dziś Kaziu się cieszy, że dzięki niemu miałam motywację do zakupów.

Ale zareagowałam tak dopiero przy 4 dziecku! Przy pierwszym – byłabym pewnie wściekła dwa dni.

Taka jest kolej rzeczy i wyznam Wam, że to jeden z najwiekszych skarbów wielodzietności. Wielu rodziców ma jedno- dwójkę dzieci i wiele rzeczy oczywiście przerobi, przeczyta i sie nauczy, ale mimo wszystko- te pierwsze dzieci mają najtrudniej, bo i rodzice mają najtrudniej- uczą się dopiero swojej roli.

Kolejne dzieciaki mają tylko lepiej- ja jako mama, czy Piotrek jako tata- czujemy się dużo pewniej i mamy większe doświadczenie. Popełniamy mniej błęgów ( ale oczywiście wciąż jest ich milioon!) I co najważniejsze mamy więcej wyrozumiałości i dla dzieci i dla siebie.

Gdy następnym razem zechcecie się zapytać ” jak ta wielodzietna mama to robi?”

Przypomnijcie sobie o latach świetlnych naszego doświadczenia:)

I o tym, że mimo to nie raz:

Krzyczę

Odpowiadam niegrzecznie i z pośpiechem na ich pytania

Frustruje się

Nudzę się

Mam zły nastrój

Nie mam cierpliwości

I nie chce mi się z nimi bawić.

Ale to normalne i każda mama tak ma , każdy człowiek tak ma!


Dlatego mamuśki głowa do góry, cycek do przodu, włos poprawić i ruszać na podbój świata- choćby to miało znaczyć jedynie odkurzenie dywanu w salonie….

16 myśli na temat “Ogarniasz piątkę a ja z jednym nie daję rady. Czyli jak być rodzicem i nie zwariować.

  1. Ja mam trójkę. Jeszcze jestem na etapie, gdzie za dużo chcę zrobić, choć już frustruję się trochę mniej niż jeszcze parę miesięcy temu. 😉 I choć bywam zmęczona bardziej niż mi się kiedykolwiek wydawało, że to możliwe, zastanawiam się, jakby to było z jeszcze jednym „majtkiem” na pokładzie. 🙈

  2. Super napisane😍! Będę myślami wracać do wpisu w sytuacjach trudnych, jak po balsam na szargnięty nerw ;)))Jestem mamą od prawie 7miu😲lat. Trzeci bejbik od niespelna roku na pokładzie i faktycznie dopiero teraz uczę się luzować … Zdrówka piękna mamitko😊😊.

  3. Piękny tekst, czym jest macierzyństwo wielodzietne i jak dajemy radę. Mam swoją „czwórkę” i właśnie dopiero teraz po 10 latach bycia mama doceniam ten czas uczenia się. Na pytania jak daje rade ogarniać dzieci i inne życiowe sprawy zawodowe i społeczne nigdy nie wiem co odpowiedzieć – bo z zewnątrz wydaje się piękne i wspaniałe, a tak naprawdę w ciągu dnia czasem cztery razy powtarzam sobie ze nie dam rady.

  4. Dzieki, ze jesteś i to piszesz (ze Ci się chce jeszcze o tym pisac skoro to przeżyłaś). Wiele razy przypominam sobie Twoje mądre zdania o byciu mamą. I wchodzę na Twoje profile minimum raz w tygodniu po dawkę „pocieszenia” bo jako mama 3 synów tak często myślę, ze jestem do bani z powodu miliona powodów. Trzymam za Ciebie kciuki, bo robisz lepszą robotę niż niejeden ewangelizator! 😉

  5. 🙂 łapka za słów kilka prawdy i umożliwienie wypuszczenia trochę powietrza z opcji idealności. pokora wobec siebie i świata i nauka nauka nauka 🙂
    dobrej niedzieli dla Waszej ekipy

Dodaj komentarz