Instagram. Co daje, co mi odbiera i czy będę się za to w piekle poniewierać?

Jak ja mogłam żyć ?

No smartfon, no wifi i  no Instagram – no life

No ja się pytam, jak ja żyłam,  no jak?

Nie wiem, ale jednego jestem pewna było to życie pełne depresyjnych wieczorów, kiedy po raz setny karmiłam po ciemku cycem i minuta za minutą, moje życie mi uciekało,  a ja mogłam tylko patrzeć w sufit, bez ruchu i oczywiście w jakiejś arcy- niewygodnej pozycji i czekać , aż mi dziecko uśnie i puści tego cycora. Oczywiście, nie przeczę nie ma nic piekniejszego niż karmienie, ta więź, oddech dziecka, serce do serca, jak jedno ciało. Ale po kilku latach może się już nieco znudzić.

I wtedy, specjalnie dla mnie pojawiły się smartfony.

I wifi.

A potem Allegro, OLX ( pamiętacie, dinozaury, że to była tablica.pl kiedyś ! ?) Pinterest i w końcu…

Instagram.

INSTAGRAM!

Krótko, zwięźle, ładnie jak na Pinterest i do tego z pikantnymi szczegółami życia osobistego ludzi.

I nagle, karmienie piersią nabrało nowego wymiaru. Ach jak ja kocham karmić. Mogę karmić od rana do nocy, non stop, bo wiecie, ta więź, taka ważna, taka ważna…. I ten Instagram taki ciekawy…

Urządzanie wnętrz nabrało nowego wymiaru- podglądam, pytam, jestem na bieżąco ze wszystkim i u każdego. Takie Big Brother tylko ciekawsze.

I tyle wspaniałych dziewczyn poznałam. I tyle spotkań.

I oczywiście wiele moich real friends ( buahaha co to za wspaniała nazwa ) kpi z mojego Insta- życia. Bo to może się wydawać strasznie słabe.

Mega słabe.

Matko , jakie to słabe.

Jak beznadziejne trzeba mieć życie, żeby szukać poklasku w internecie?

Wszystko to gra i poza i ściema i w ogóle, błagam nie można tak żyć.

Jaka żenada.

Nie mów tego głośno, wśród znajomych, lepiej nie mówić im nic. ..

Bo ok, prowadzenie bloga, to jeszcze jakoś brzmi. Pisanie artykułów też. Wywiady w portalach- super.

Ale Instagram?

Jak nastolatka albo pusta insta -mamuśka z żyrafką Sophie za jakąś fortunę. Co myśli, że Pana Boga za nogi złapała a to gumową żyrafę za szyje trzyma….

I troszkę tak bywa na tych instagramach, same wiecie dobrze.

Ale jest tez ten świat głębszy, piękny i taki normalny.

To dzięki Instagramowi zobaczyłam, że każda mama jest taka sama.

Dopiero gdy poznałam jedną, drugą , trzecią wielodzietną mamę, zrozumiałam, że każda z nas ma tak samo. I nie ważne, czy jest Polką Katoliczką, czy Amerykanką Adwentystką, czy jeszcze jakąś inną Protestantką, czy nie wierzącą. Każda z nas jest taka sama. Ma bałagan, ma gorsze dni, ma doła, ma super humor. Niby to wiedziałam, bo nie jedną mamę znam, ale co innego o tym słyszeć, a co innego zocbaczyć na Instastory.

I dzień od razu łatwiejszy, bo ten sam wózek ciagnie ze mną jakieś 6000 dziewczyn.  I siły są jakoś rozłożone.

I gdy dzieci mnie już tak wkurzą, że mam ochotę uciec, biorę telefon, nagrywam, sama się z siebie pośmieje, jakieś zdjęcie im zrobię, coś pomarudzę, z kimś pogadam i już wiem, że mi życie między palcami nie przeciekło tak całkiem. Trochę życia zostało, można zeskrobać z rąk i pobyć Olą a nie tylko mamą, cycodajką, obiadoróbką, towarzyszką grzebania patykiem w kałuży. ( To nie jest ciekawe, nie- to jest zajebiście nudne tak stać i patrzeć jak ono tak grzebie w tej wodzie. Aż dziecko w końcu i tak weźmie i zachlapie i siebie i mnie i na koniec rzuci patyk w cholerę i wskoczy do kałuży.W butach. Najlepiej nowych. )

I dzięki Instagramowi, teraz oni są cali mokrzy, szczęśliwi w nowych butach w kałuży, a ja w tym czasie gadam z koleżankami o tym jak dobrze odciąć lamperię. Albo robię zdjęcia, bo będą fajne- na Instagram idealne. I i mama i dziecko jest happy. Każdy coś robi, żyje, ma zajęcie. To jest twórcze i miłe.

Ale jak Instagram daje, tak i zabiera.

Czas z rodziną, gdy już można by się wylogować. Czas na sprzątanie, na pranie, na spanie.

Zabiera radość z życia, gdy zabraknie dystansu( Bo Marta z Superstyler jest w Paryżu, a u Scraperki jak zawsze porządek i takie piękne zdjęcia)

Instagram obrzydza.  Mi obrzydził już święta, bo od listopada widzę wszędzie choinki, obrzydził mi mydła Yope, bo ich reklamy są na każdym profilu, nawet u moich koleżanek.  Sprawił, że ciężko mi o zachwyt nad jakimś wnętrzem, nad jakimś rozwiązaniem, bo mam wrażenie, że widziałam już wszystko.

Wszędzie.

Zawsze.

To samo.

Boho Scandi PRL

Urban jungle

Glamour i vintage

Idealne insta mamuśki

I wielo mamuśki z nieogarem.

Ale to pokazuje mi , przypomina mi tylko, że jesteśmy wszyscy z tej samej gliny ulepieni.

I jaki jest sens tego wpisu- nie wiem.

I czy za to Instagramowe życie będę się w piekle poniewierać- nie wiem.

Ale jak już będę, to obiecuję relację na Instastory.

Albo Live jakiś.

🙂

instagram
Instagram
Instagram

Instagram

 

 

 

20 myśli na temat “Instagram. Co daje, co mi odbiera i czy będę się za to w piekle poniewierać?

  1. A ja się na czas adwentu wylogowalam do życia i nie siedzę na insta😉 i tak mi tęskno za Wami, że siedzę przeszukuje blogi I sprawdzam czy ktoś coś nie napisał😉 ciężki temat te instagramy😉 ale co ja mam teraz dużo czasu😉 więc trzeba umieć z tego korzystać i brac to najlepsze i jeszcze w krótkim czasie😉 ppzdrawiam😚

    1. ja zrobiłam taki detoks kiedys. Było mi cięzko haha ale nie poczułam polepszenia jakości zycia. Ja dbam o to zeby dzieci nie widziały mnie z telefonem popoludniami. BO sa juz duzi i mówia potem ” ooo mama cały dzien z telefonem w rece siedzi” haha

  2. Ola, instażycie jest jak każde życie: ma nudę, daje frajdę i zabiera czas 😉 wkurza i pozwala odreagować, zastanowić się i popukać w głowę. A wybór tego co z niego weźmiemy zależy tylko od nas. Mnie ono inspiruje, podziwiam je, zachwycam się i bawię. Raz w miesiącu robię przegląd obserwowanych profili i usuwam te, których już nie chcę oglądać. To pozwala się nie znudzić reklamami i sponsorami. I nabrać dystansu do siebie i instaświata 😉

  3. Każde miejsce w sieci może nam przede wszystkim dużo dawać jeśli korzystamy z niego świadomie a nie kompulsywnie. To cholernie ciężka robota i prawdopodobnie większość z nas tutaj polegnie i prędzej wpadnie w depresję porównując swoje „nudne” „zwyczajne” życie do życia innych z IG. Warto o tym mówić i pisać a ty napisałaś świetny tekst. Dzięki
    ✌🏻️❤️

  4. Olu na Ciebie zawsze moźna liczyć. Super tekst bo prawdziwy, o życiu, codzienności i naszych chciejstwach. Bez oszukiwania się ale z poczuciem humoru i nadziei , że życie piękne jest jednak 😊👍

  5. Świetnie mi się czytało. Nawet nie przy karmieniu, ale jak „człowiek” (haha) w kuchni, z kompem na stole.. w tym bałaganie, trochę ogarnęłam, resztę zostawiam na jutro, bo dzieci pobudzę, ale co poczytałam sobie, to moje! Chwila relaksu była? Była! Dzięki Olu 🙂

      1. Aaaa, jeszcze mi zabrakło w twoim tekście paru real faktów z życia instagramowej matki karmiącej.. wiesz, jak po całym procesie usadzenia się wygodnie, podparcia pleców poduszką, poustawiania sobie wszystkiego blisko i pod ręką, siadasz… zaczynasz karmić, bierzesz telefon i….. dziad jeden spada takim łukiem, gdzieś hen daleko, że nie ma bata, że po niego sięgniesz nie wybudzając dziecka. Pod kaloryfer. Pod łóżko. No w takie właśnie cudowne miejsce..
        Albo scenariusz numer dwa. Karmię już długo, wszystko pięknie, wygodnie, cichutko, wiem, że to już „ten” moment, że zaraz mogę spokojnie dziecko odłożyć bo odpadł właśnie głęboko, po czym przewijając coś jednym palcem klikam i włączam dźwięk na jakimś zupełnie przypadkowym filmiku i oczywiście budzę dziecko.. Aaaahgr.

        Powiedz mi plis, że nie tylko ja mam takie przygody.. !

  6. Olu piszesz Pięknie i mądrze! Uwielbiam Ciebie.oglądam na insta Twe relacje i zawsze mi poprawiasz nastroj.fajna mega babka z Ciebie!! Własnie za tę naturalnosc ,za nie wysprzątane na cycus glancus domu ,za to,ze jestes podobna do mnie i do wielu innych matek polek,ktorym nie przeszkadza wyjsc z koszem na smieci bez makijazu… Duzo buziek dla Twojej dziatwy i Ciebie rzecz jasna)

Dodaj komentarz