Pilea peperomioides , czyli hipsterski pieniążek. Jak uprawiać? Moje triki.

Dziś dzielę się z Wami moją tajemną mocą. Rośnie mi pilea. Ba! Nawet z pilei bezpłodnej niczym Sara potrafię uczynić wieloródkę lepszą ode mnie!

Zielone pieniążki mają się u nas świetnie- dobrze, że chociaż one, bo te papierowe, cóż, wiecznie na deficycie:)

Wciąż pytacie jaki jest mój klucz to owego zielonego sukcesu.

Przeczytałam wiele świetnych pozycji kwietnych i przeglądnęłam masę albumów, jednak, piątka moich absorbujących dzieciaków i wrodzona niechęć do podążania za utartymi szlakami sprawiła , że mam swój własny patent- możliwe, że nie odkryłam Ameryki- ale dla mnie jest to CLUE uprawy pilei.

Tadadadam!

PODLEWAM JĄ CODZIENNIE PO DOSŁOWNIE KIELISZKU WODY.

Kurtyna.

A cała reszta dzieje się sama.

Gdy sobie przypomnę to w lecie podleje ją nawozem- chlusnę biohummus na oko bez rozcięczania i mam spokojne sumienie.

Przesadzam, gdy widzę, że korona wyraźnie przerasta doniczkę( a że babki rosną szybko to dwa razy do roku to minimum) I trzymam je w doniczkach z terakoty.  Taka doniczka ładnie je przesusza a mam wrażenie, że moje kwietne pieniądze to kochają. Chociaż słyszałam, od niejednej Pani Domu, że uprawia pilee w całkowicie inny sposób, odwrotny wręcz i też rośnie, więc możliwe, że to taki rodzaj kwiatka doniczkowego, co rośnie niezależnie od warunków, byle lubił właścicielkę.

Pilea, pilea, pilea….

Wciąż jest jednak rośliną o którą bije się pół Instagrama. I mimo, że można spotkać jakieś okazy w Castoramie, czy IKEI, nic nie jest lepsze od małej sadzonki dostanej od internetowych koleżanek.

Albo od Pani ze spółdzielni mieszkaniowej.

I w tym miejscu chcę zapowiedzieć, że nie zgadzam się z opinią, jakoby urzędnicy byli niemili, leniwi i bezduszni.

Ja tak myślałam, gdy codziennie zaprowadzając Staszka do szkoły przechodziłam obok okien biura pewnej spółdzielni mieszkaniowej. Z owych okien mrugała do mnie PILEA. I mimo, że miałam już jedną ( bezpłodną Sarę- mam wrażenie , że hamowała ją kwestia mojej wielodzietności- czasami jak ktoś komuś chce dorównać, to ma psychologiczną blokadę- pogadałam z Sarą Bezpłodną Pileą dnia pewnego , że nie ma między nami rywalizacji- polałam z kielonka- i od tego czasu rodzi dzieci jak szalona) marzyłam o kolejnej. Szczególnie, że ta pochodziła z wyjątkowo płodnej matki- więc miała dobre rokowania!

Wiele tygodni przechodziłam tamtędy i myślałam, że urzędniczki mnie zabiją jak wejdę i będę im zawracać głowę , ale gdy się odważyłam i weszłam i poprosiłam- jak wiecie- dostałam maluszka!

Znacie z resztą tą historię, lecz nie mogłam się powstrzymać, by jej tu nie przywołać.

A teraz wróćmy jednak na ziemię- podam Wam  kilka konkretów związanych z obsługą pilea peperomioides.

Jak dbać o pieniążka?

  • podlewaj pilee często i mało.
  • pilea lubi słonko, ale nie bezpośrednie- chociaż są wyjątki- ja mam jeden taki okaż co kocha słońce!
  • pilea lubi biohumus!
  • Nie nawoź w zimie i na jesień- niech sobie odpocznie od ciągłego wzrostu i macierzyństwa
  • Małe pilea baby odcinaj nożyczkami, bez zbędnych ceregieli, poczekaj jednak jak malec będzie miał ok 2 cm.
  • Po oddzieleniu dziecka od matki włóż go na dni parę do kielonka z wodą ( u nas większość kieliszków ” poszła na kwiaty”) i gdy wypuści korzenie- wsadź do małej doniczki z kamionki.
  • Pamiętaj o garści keramzytu na dnie doniczki- to świetny drenaż , dzięki czemu jak podlejesz pieniążka zamiast kieliszkiem – wielkim kubkiem wody- i tak przeżyje 🙂
  • Dobrze odżywiona i podlana pilea jest płodna jak dzika króliczyca- odcinaj bez obaw maluchy i rozdawaj znajomym! 

Tak , tak mniej więcej prezentuje się kwestia uprawy pilei.

Polecam Wam bardzo te roślinki i wbrew pozorom- są one proste w uprawie i bardzo wdzięczne.

Zaglądnijcie koniecznie na profil Wojtka Kmity lub Izy Perez Hariette – oni są dla mnie pileową kopalnią wiedzy- nie to co ja marna matka wielodzietna, zagoniona i zakręcona, co bez ładu i składu przesadza kwiatki byle jak i byle gdzie.

Dodaj komentarz