Opublikowano 21 komentarzy

Metamorfoza kuchni z IKEA, czyli czasami nawet coś skończymy i wtedy jest super.

Pamiętacie, milion lat świetlnych temu zaczęłam malować meble kuchenne IKEA STÅT.

Robiłam to w tak zwanym międzyczasie. Czyli między czynnościami takimi jak: pranie ( chciałam napisać prasowanie, ale nie prasuje od 10 lat) , gotowanie, sprzątanie, wycieranie nosów, tyłków i czytanie na dobranoc. Gdzieś między te czynności upychałam szlifowanie, malowanie, skręcanie i takie różne inne słodkości.
Jednak, mój międzyczas się skończył, dzieci poszły do szkoły, trzeba było je ogarnąć, ruszyła elewacja i nasza kuchnia została rzucona w kąt. Tylko w przenośni. Bo w sumie to stoi na swoim zacnym miejscu, a tylko dwie szafki są rzucone w kąt, pod schody.

Wstępniaczka  na ten temat Wam napisałam jeszcze w zeszłym stuleciu, kto nie pamięta klika >klik<   i czyta, a kto pamięta czyta co następuje :

Prawda jest taka, że i tak dalej nie mamy płytek i szafek na przeciwległej ścianie, więc pokażę Wam tylko jedną stronę mojej kuchni .
Ale to nic, bo szafki pomalowane są już dwa miesiące i mogę Wam napisać coś więcej nie tylko o samym malowaniu ( już nabrałam dystansu do tej całej masochistycznej czynności) ale i o użytkowaniu.

Przede wszystkim, od razu oświadczam, że nie ma lepszej farby od V33 do renowacji mebli kuchennych. I naprawdę, nie płacą mi za to, jestem niezależnym ekspertem. Moje dzieci codziennie przejeżdzają po nowo wymalowanych frontach autkami/ kredkami/ rękami/ nogami ( tak!) / łokciami.  Co rusz wylewają mleko. Masło spływa po nich notorycznie, gdy Jurek po raz kolejny nie trafia sobie w kanapkę. Drzem też. A ja obijam wózkiem z Ryśkiem jeden róg mebli przynajmniej dwa razy dziennie. I przyznaje, są mikro zniszczenia, ale na ten codzienny armagedon, uważam, że to naprawdę nic. W normalnych, typowych polskich warunkach domowych nic nie ruszy tej farby. Kocham ją. Szkoda, że ma tak mało kolorów, bo bym pomalowała nią wszystko. Łącznie z dziećmi.

Fronty kuchenne- jak malować, żeby przeżyć?

Jak już pisałam malowanie nią jest cudowne, warto jednak pamiętać o dobrym wałeczku z gąbki i o odpowiednim nanoszeniu farby- w jedna stronę, tak by nie było różnicy w refleksach świetlnych, gdy w kuchni zawita słonko. Ja miejscami to olałam i pod światło widać ruch wałka. Ale to taki niuans, że nigdy nikt tego nie zauważy, chyba że opiszę to na blogu. Można dopatrzyć się i śladów po dawnych urazach szafkowych i odpryskach, ale to naprawdę, dopiero na trzeci rzut oka:)

Metamorfoza kuchni – tanio i prosto! 

Podsumowując- wymalowanie frontów kosztowało mnie coś koło 200 zł! Nowa kuchnia to koszt około 5 tyś. zł! Więc to naprawdę opcja CUDOWNA ! 

Kocham mój nowy look kuchenny, nasze różowe płytki i szare fronty sprawiają, że czuję się troszkę jak na Upper West Side w NY. Jestem taka dumna , że moja kuchnia nie jest biała a moje płytki cegiełki są różowe. Nie jest to może jakieś mega szalone, ale jest inne niż wszechobecne białe płytki metro i białe kuchnie z dębowymi dodatkami. Róż nie nudzi się wcale. Szary jest cudny, można go nie przecierać i dwa tygodnie i nic nie widać,  ba,  nawet znienawidzone rowki w Stacie przestały świecić brudem (alleluja). Żałuję, że nie mam więcej górnych szafek w wersji przeszklonej, ale ponieważ moje meble są z innej epoki, nie mogłam nigdzie znaleźć takich a zabawa w dorabianie u stolarza mnie nie kręci na dziś dzień.

Strzałem w dziesiątkę są też nóżki- do ostatniej chwili chciałam je zabudować, bo nie chciało mi się sprzątać pod spodem haha, ale okazało się, że ogarnięcie pod szafkami jest lajtowe, a nóżki nadały kuchni lekkości i widać więcej pięknych płytek. No i kot jak ukradnie coś z blatu ma niezły schowek, nie ma szans, nie złapię go nawet za ogon a taka chuda nie jestem, żeby tam wejść. 🙂

Na początku troszkę się tej szarości bałam, bo kuchnia jest dość ciemna, mamy tylko małe okienko + światło które dociera z okna w salonie. Dziękuję sobie codziennie, że kazałam mojemu mężowi powiękrzyć dzwi między kuchnią a salonem- teraz kuchnia jest na salon praktycznie otwarta i podczas gotowania mogę widzieć co się dzieje chociaż na sofie 😀 I mam światło z okna 🙂 Taras też powinien doświetlić kuchnie, więc jest bardzo dobrze. Prócz tego, szare fronty, pudrowo różowe płytki i szarość jesieni komponuje się super.

Wstaję rano i słuchając naszego oldschoolowego radia parzę kawę. Robię to w tej części kuchni, której dziś jeszcze nie poznacie :)) Zamiast tego, patrzcie na ten porządek  na blacie i podłodze – tak nie będzie już nigdy.

I na deser kilka zdjęć w trakcie demolki, czyli najlepsze ” przed” jakie znalazłam, dzięki Insta:)