Kury- poradnik hodowcy- czyli wszystko to, czego NIE dowiecie się z internetu.

Kura jaka jest- każdy widzi.

Przeważnie kojarzy się z taką polską kurą smrodząco- srającą, co łazi wkoło domu i tylko uważać trzeba, żeby w kupsko nie wdepnąć. Przeważnie jakaś taka brązowo- ruda, zwykła kura. Trzeba ją akceptować bo znosi jaja. Głupie toto ptaszysko i strasznie śmierdzące. Że sąsiad ma kurnik wiedzą, a dokładniej czują wszyscy w okolicy.

Sama podobne zdanie o kurzych koleżankach miałam, gdy niejednokrotnie będąc u rodziny na wsi,  przeklinając  zdrapywałam kupsko kurze z butów lub co gorsza z rąk dzieci. A gdy chłopcy chcieli oglądać kurki w kurniku, zawsze ale to zawsze wysyłałam Piotrka. Nawet widok grzejących się pod lampą maluszków nie ruszał mnie wcale. Bo obora taka typowa, Polska, z dziada pradziada, obsrana i brudna, bo przecież tak zawsze było. A kury mieszkają w jakimś kącie wolnym, byle miały grzędę i żerdkę do spania i tyle, starczy. I oczywiście zanim człowiek do tego kurnika dojdzie, to w pięć kup wdepnie. I już dzień zmarnowany, bo ileż razy można jednego poranka kupę zdzierać? Więcej niż jeden ja nie mam zamiaru, więc babcia Piotrka od razu zauważy, nosem pokręci i znów wyjdzie na to, że damą nie jestem i w obsranym obuwiu chodzę i ja i dzieci moje. A przecież z miasta jestem, podobno.

Kurnik taki jak lubimy.

A jednak , mimo, że kurniki u rodziny i u sąsiadów raczej od zawsze mnie obrzydzały, zawsze, ale to zawsze podobało mi się posiadanie kur jak w Amerykańskiej farmie. I dobra, ja wiem, że Polska jest super i kocham ją nad życie, ale w kurniki to Amerykanie są lepsi i nie można tego nie zauważyć.

Na temat samego kurnika, jego budowy i całej okołokonstrukcyjnej pracy opowiemy Wam w osobnym wpisie- dziś chciałam tylko zaznaczyć, że oglądnęłam milion zagranicznych stron z kurnikami i wszystkie, naprawdę większość z nich mnie zachwycała. I postanowiliśmy z Piotrkiem właśnie taki kurnik mieć. Kolorowy, z osobną zagrodą, z proporczykami, niebieskim oknem i drzwiami  i różnymi kurzymi atrakcjami w zagrodzie. I tak powoli się dzieje, oczywiście możecie wszystko podglądnąć na Instagramie.

Przejdźmy jednak do meritum obecnego wpisu, czyli do samych kur.

Fakty ogólne i proza życia:

Przeczytałam o kurach różne porady na internecie i książki przeczytałam.

I tak:

  • Wiem, że pasza najlepiej zróżnicowana, gotowe mieszanki jak najbardziej, można kupić ekologiczne i ze raczej przemielone ziarno na drobno, pszenica, jęczmień, kukurydza.
  • super są wszelkie odpady domowe, makaron i ziemniaczki, maślanką polany suchy chleb.
  • mięsko! wszak nie samymi robaczkami ślimakami i dżdżownicami kura żyje. Ona i rosołu skosztuje!
  • Woda to dla kur całe życie. Koniecznie czysta, codziennie zmieniana. Można do wody dosypać witaminki, ale nie trzeba.
  • A w kurniku niech będzie czysto i przewiewnie, najlepiej okno otworzyć i kota wpuścić:)

I takie są podstawy kurzej egzystencji. I o tym się czyta i o tym się słyszy. Od rodziny i sąsiadów.

Ale tego, że te kobietki opierzone są tak FANTASTYCZNE nie mówi nikt. A te kury, bohaterki owe, damy gdaczące i jaja znoszące są cudowne. WYJĄTKOWE!  Mamy cztery białe Leghorny, kurki średniego rozmiaru o podobno bardzo dobrej nieśności ( co za słowo 😀 ) i dwie brązowe okrąglutkie grubiutkie   .

No i oczywiście czubatkę Olkę i Magdę naszą maleńką kochaną

Podział na frakcje jest oczywiście widoczny.

Olka i Magda jak matka z córką wszędzie razem, ale i podroczyć się lubią.

Cztery białe koleżanki płochliwe jak nie wiem co, jeszcze bez imienia, ale już powoli, powolutku się zaprzyjaźniamy, wszędzie razem, zawsze obok siebie. Uczucie- jakby mi się w oczach czworzyło. A gdy dojdzie do nich Olka- ich obecna przywódczyni to już w ogóle szok.

A obiecuję, całkiem na trzeźwo do nich podchodzę 🙂

 

Dwie grube dziewczynki – Gruba Kaśka i Czikoletta to moje pieszczoszki.

Najbardziej oswojone i przyjacielskie z ekipy i jakby nie mają kompleksów , że są nieporadne, okrągłe jak baryłka i nawet podfrunąć nie potrafią nigdzie. Takie wiecie, spoko babki z nich. A Gruba Kaśka , gdy wejdę do zagrody to już się ustawia do głaskania. A zaraz za nią biegnie Kocia Kicia i zazdrośnie ociera się o moje nogi.Więc głaskam obie babeczki i myślę sobie, że nie ma nic fajniejszego jak poranek w kurniku.

A  tak na marginesie- Gruba Kaśka nie jest taka gruba na jaką wygląda. Gdy zaczniesz ją głaskać, to się okazuje, że ona taka puchata, taka pierzasta, że do ciałka dostać się- nie dostaniesz- a ręka sama się zatapia w kurzych piórach 😀

 

A najpiękniejsze, najpiękniejsze jest szukanie jajeczek.

I ta radość, gdy jeszcze ciepłe znajdzie się niespodziewanie.

I gdy dzieci biegną w sobotę rano, po jajo, żeby więcej było do jajecznicy.

I jest !

Jedno w kurniku!

A dwa pod konarem!

Tyle wygrać!

kura, kury, hodowla kur

kura, kury, hodowla kur

kury, kura, hodowla kur

kura, kury, hodowla kur

kura, kury, hodowla kur

 

5 myśli na temat “Kury- poradnik hodowcy- czyli wszystko to, czego NIE dowiecie się z internetu.

  1. Uwielbiam!!! Tak,Twój tekst powala mnie.a filmiki są rozbrajające! Co do kur..hm są wspaniałymi Twoimi pocieszkami.całuje Cię serdecznie .trzymaj sie!

  2. Katiuszka tu była i przeczytała;) Gdybym miała większe podwórko też bym założyła taki kurnik. Fajna sprawa, a Ty kobieto taka morowa babka jesteś, uwielbiam Cię słuchać jak nadajesz o tych kurkach. Serdeczności 🙂

Dodaj komentarz