Wielodzietni tak mają, czyli jak rozpoznać koszmarny sen , od normalnego dnia ?

Otwierasz oczy. Słońce muska Cię po policzku, w oddali słychać pianie kogutów i poranne ptasie trele. Z uśmiechem siadasz na łóżku, przeciągasz się i myślisz o tym, jak to wspaniale jest budzić się wyspaną.

Ach, i ta śnieżnobiała pościel, taka pachnąca i ten dywanik pod stopami, tak milusi, że decydujesz się nie ubierać kapci, tylko boso idziesz do łazienki, gdzie podczas mycia zębów przeglądasz się w idealnie czystej armaturze i aż się dziwisz- włosy tak ładnie się układają, oczy mają ten dziki błysk, a rumiane policzka świadczą o zdrowiu- bez makijażu. Myjesz więc tylko zęby, przemywasz twarz wodą i z uśmiechem wkraczasz w nowy dzień.

Czekaj- wróć!

Otwierasz oczy. Na policzku trzyma nogę twój piaty syn, w tle słychać pianie kogutów- o kurde – znowu nie otworzyłaś rano kurnika. Poranne krzyki starszych dzieci mieszają się z brzęczeniem niedobitych w nocy much. Z bólem w kręgosłupie zsuwasz się z łóżka, tak aby noga najmłodszego syna, nie zauważyła braku policzka. Ledwo dotykasz palcami podłogi, ale już czujesz, że stopa nie zanurza się w miękkim dywaniku, bo ten od miesiąca czeka na upranie , ale w ciepłej jeszcze brei, która zapachem przypomina kocie odchody. „Czyżby kocia kicia spędziła poranek w domu? „- myślisz – i już nawet nie przeklinasz , bo przecież i tak potrzebujesz iść do łazienki. Na kapcie nie masz co liczyć, nie wiadomo, gdzie się podziały i kto obecnie ma je na stopach- obstawiasz męża- on chronicznie je kradnie. Tak więc boso, trochę na jednej nodze, kuśtykasz do łazienki. Jeszcze dobrze nie przekraczasz jej progu, a już ciapciasz się w kałuży sików. No tak- klasyka, chociaż ostatnio i tak jest lepiej- odkąd chłopcy mieszkają na piętrze, kałuża pojawia się dopiero rano , więc przynajmniej nocne wizyty w toalecie są bezpieczne.

Zamiast umyć zęby, myjesz więc podłogę. Twoja twarz odbija się w mokrej tafli wody i płynu do dezynfekcji- widzisz mega potargane włosy, wory pod oczami i niezdrową bladość skóry. „To nic”- „myślisz 0 makijaż zakryje wszystko. ”

Zapomniałaś o małym szczególe- spędziłaś w łazience już 15 minut- stado dzieci dobija się do drzwi, więc w pośpiechu myjesz tylko zęby , płuczesz twarz wodą i z lekko tylko wymuszonym uśmiechem wkraczasz w nowy dzień.


 

Jak wygląda życie matki wielodzietnej?

Chyba tak samo jak życie każdej matki.

Są dni, że mam dużo siły i energii, pranie samo się składa a dzieci z uśmiechem na ustach bawią się na podwórku. Oczywiście wcześniej pomogą ze zmywarką i odkurzą, nawet Rysiem się zajmą.

Są też dni, gdy budzę się mokra od przesikanego w nocy Ryśka, gdy pięć razy dziennie wdepnę w klocki LEGO, a prośba o posprzątanie swoich pokoi kończy się awanturą gorszą niż w niejednym filmie o gangsterach z Bronxu.

A tak serio, serio?

Do wszystkiego można się przyzwyczaić i wszystko staje się normą po jakimś czasie.

Przede wszystkim, nie miałam piątki dzieci od razu.

Najpierw miałam jedno ( i taki sam bałagan jak dziś)

Potem dwoje, troje, czworo, pięcioro….. (I w ciąż taki sam bałagan)

Są sprawy, które się zmieniają- tygodniowe zakupy wyglądają, jak  zakupy na miesiąc.

Codzienne pranie , wygląda jak pranie z całego tygodnia.

Naczynia to temat rzeka.

Podłoga- na niej zawsze znajdzie się LEGO, kilka skarpet nie do pary, ogryzek po jabłku wciśnięty pod sofę i kilka plam po mleku.

Pokoje dzieci? Nie dość, że mają je od niedawna, to już są fortecami nie do zdobycia. Przeciśnięcie się przez zabawki i ubrania graniczy z cudem.

Kłótnie i konflikty- zawsze razy pięć.

A wspólne zabawy i piękne chwile –  zawsze razy dziesięć:)

Podsumowując- podstawą w dobrze funkcjonującej rodzinie wielodzietnej jest mama wyluzowana i tata który ogarnia .

Reszta sama się załatwi.

Macie jakieś konkretne pytania?

Dawajcie śmiało pod postem- może zrobię wpis Q&A?

 

Zapraszam Was też do artykułu na Ładnebebe– ma już rok, ale to nic, bo wszytko, no może prócz mojej pracy, jest mega aktualne!  Opowiadam o dzieciach, o byciu mamą synów- naprawdę warto!

Pięć różnych potrzeb i jedna minuta, tak to wygląda?

Przede wszystkim jest głośno. Czasami nerwowo, jak to w życiu. Muszę działać szybko – szybko nalewać płatki Jurkowi i szybko wycierać pupę Kaziowi. Ale tak naprawdę chłopcy są megasamodzielni. Sami robią sobie śniadania i potrafią nawet zrobić jajecznicę. Ja potem tylko sprzątam (śmiech).

Powiedziałaś mi, że pogodziliście się z tym, że nie żyjecie jak inni ludzie, bo macie za dużo dzieci. Co miałaś na myśli? 

Pamiętam, że np. podczas wyjazdu do Chorwacji mieliśmy problem ze znalezieniem domku dla takiej ekipy. Wtedy zrozumiałam, że taka liczba dzieci nie jest jednak standardem. Miałam też na myśli wszelkie sytuacje zakupowe. Nie kupujemy niepotrzebnych gadżetów, chłopcy mają używane rowery wygrzebane na OLX i naprawdę nie wstydzimy się tego. Uczymy ich, że to nie jest ważne. Inaczej wygląda też nasz samochód, który bardziej przypomina autobus niż auto osobowe (śmiech).

 

Tak więc zapraszam po więcej o tu: KLIK  i całuję serdecznie:)

 

 

Zdjęcia: sesja dla Ładnebebe ( patrz wyżej) , fot. Migavki

 

 

12 myśli na temat “Wielodzietni tak mają, czyli jak rozpoznać koszmarny sen , od normalnego dnia ?

  1. A mnie zastanawia jak wygląda gotowanie obiadów dla w sumie szóstki facetów? I ogólnie wykarmienie tej całej gromadki? Jak dajesz rady i co przygotowujesz żeby nie zbankrutować?
    Pozdrawiam i podziwiam 🙂

    1. Gotuję duże gary zup i często jemy dania kuchni włoskiej- czyli makarony 😀 Pizzę.
      Chcociaż zaczyna się okres, gdy chłopcy zjadają bochenek chleba z masłem ( a masło drogie buahaha) i kilo pomodorów koktajlowych na drugie śniadanie

      1. No proszzzz, jednak mój przymulający komp czasem wyśle jakiś komentarz. Jestem w szoku 😛
        U nas też króluje kuchnia włoska… Dziś makaron, wczoraj pizza 😛 Ewentualnie stos gofrów albo naleśników na obiad. Chociaż ja to mam jeszcze jakąś szansę na uratowanie domowego budżetu, bo może dziewczyny będą się odchudzać xD

  2. Pewnie często Cię ktoś o to pyta ale ja też jestem ciekawa.. Czy myślisz czasami żeby się postarać o córkę albo dwie? 😁☺️☺️

  3. A mnie interesuje cierpliwość??? Czy masz tą cnotę czy codziennie walczysz,…? Ja Przy czwórce dzieci kompletnie sobie nie radzę z cierpliwością….

    1. jestem cierpliwa jak nikt.
      Tylko, że raz na kilka miesięcy wybucham niczym burza z piorunami, nawet o byle co, więc moje dzieci będą miały ostro pokopana psychikę

Dodaj komentarz